The Moody Blues mają taką piosenkę, o 22 tysiącach dni i nocy, na takim dystansie rozgrywa się życie człowieka, około 60 lat, w pełni świadome życie przynajmniej, z własnym podejmowaniem decyzji i wyborów.

 

22,000 days, 22,000 days

It's not a lot,

it's all you've got

22,000 days

/autor:Graeme Edge, LP Long Distance Voyager, 1981)


Takie jest ostinato tekstu tej piosenki. Wręcz idealny to temat na gawędę przy ognisku gdzieś w głuszy, gdy wokół młodzi ludzie, podejmujący swoje pierwsze poważne decyzje i wybory, budujący kościec swojego systemu wartości. Taką gawędę zdarzyło mi się popełnić.

 

Ten zasób dni do dyspozycji znacznie się już w moim przypadku uszczuplił. Jest zresztą nie do oszacowania, nie znamy przecież daty dnia ostatniego. Są propozycje, aby zatem żyć tak, jakby każdy dzień miał być ostatni. Są propozycje, aby się nie zamartwiać końcem ziemskiego bytowania, żadne tam memento mori, ale łapać dzień w całej jego krasie, chwilę przeżywać, bo ten długi dystans podzielić trzeba na odcinki, do najbliższego zachodu słońca. Gdy biegniesz na długim dystansie, meta jest wręcz niedosiężna, trzeba się skupić na tym, by dobrnąć do następnego zakrętu, minąć to drzewo, co widać je z oddali.

 

Ale, może nie o dystans tu chodzi. Ten wszak nie jest dla każdego jednaki. Może nie chodzi o intensywność przeżywania przygody z życiem, ani o uzyskanie kontroli nad tą huśtawką, na jakiej się bujamy.

 

„Nieważne kiedy, ale jaki stąd wyjdę.” Jan Krzysztof Kelus tyle przyniósł ze swej pierwszej odsiadki w PRL-owskim więzieniu. Były gdzieś góry, w których nie mógł być, były drewniane żaglówki, były włóczęgi. A on siedział za książki, wydrukowane poza krajem, które próbował do kraju wnieść. Marnie zainwestował w swoją karierę, naiwniak. Dobra, dość tego patosu i moralizowania.

 

Facet się bał, młody był, nie wiedział, czy nie będą bić, jak bardzo utrudnią mu życie, gdy w końcu wyjdzie. Pewno świrował od tego. Ale uczepił się tej frazy, nieważne kiedy, ważne jaki stąd wyjdę. Dobrze, że jego „Kawał w bok od szosy głównej” mam teraz zakopcowany w miejscu niedostępnym z powodu śniegu i kolei życia, bo jeszcze bym go cytował.

 

Bo ważna jest teraz ta fraza, jaką miał w głowie. Fraza, która sprawiła że wyszedł mogąc spojrzeć innym w oczy, jak też spojrzeć sobie w oczy w lustrze. I nie kryć się, bo dostrzegł swoją nagość.

 

Nieważne kiedy odejdę, ale jaki odejdę. Nieważne, co sobie wyobrażam, w kwestii tego dokąd odejdę. Nieważne, czy sobie coś wyobrażam, jakieś królestwo poza górami, czy zimną nicość. Nieważne, jak uposażeni są nasi bliscy. Nieważne, czym zajmujemy się na co dzień, a czym od święta. Ważne: jacy stąd odejdziemy, nie kiedy.

 

Przyniósł tę myśl Jan Krzysztof Kelus, człowiek już teraz niemłody, żyjący kawał w bok od szosy głównej i głównych stron. Do którego kiedyś przychodziły piosenki, a potem przychodzić przestały. I który z jednym i drugim umiał się pogodzić.

 

Jaki stąd wyjdziesz, everymanie, szary człowieku?